strona główna




2012-02-08 23:52:11

fufufuf


Leżymy sobie, ja na boku, on też, twarzą zwrócony do mnie.
Ręką gładzi mnie po biodrze, brzuchu, żebrach, ręce i mówi szeptem w końcu:
- Jakbym był rzeźbiarzem- wyrzeźbił bym Cię. Jakbym był malarzem- namalowałbym Cię. Jakbym był śpiewakiem- zaśpiewał bym Cię. 

To chyba była najbardziej romantyczna rzecz jaką usłyszałam w swoim życiu. 
Nie spodziewałabym się po nim takiej romatyczności.
Ok, były świece, było czerwone wino, była muzyka relaksacyjna, ale w słowach raczej trudno było o takie romantyczności. 

Fajnie, kiedy mimo tego że już prawie rok jesteśmy razem, nadal hmmm adorujemy siebie tak samo jak w pierwszym miesiącu. Wiadomo, nie jest to ten wulkan emocji, namiętności, porządania w każdej sekundzie naszego spotkania, jak było na początku, ale teraz jest to chyba ważniejsze, ważniejsze że mimo tej naszej "stabilności', uspokojenia, nadal nie oszczędzamy sobie komplementów,  "podrywania się", dotykania się, podziwiania się i mówienia do siebie z taką samą pasją jak na początku. Tyle że z taką większą dojrzałością uczuciową chyba. 



Ps. Idę jutro do fryzjera, niech się dzieje co chce. Muszę coś zrobić z tymi kudłami bo wyglądam jak stara miotła. Dziesięc centymetrów na pewno pójdzie w kosz. 

skomentuj (0)