...drzazga mojej wyobraźni czasem zapala się od słowa...


2012-02-23 00:03:10
widelec
Wiosna? 
Już ją chyba czuć troszeczkę w powietrzu. 
Standardowo wiążę z nią duże, ambitne plany.
A że może w końcu znajdę satysfakcjonującą mnię pracę. 
A że może poprawi mi się samopoczucie kiedy promienie słoneczne zaczną wpełzać do mojego organizmu.
A że zaczniemy się bardziej ruszać - spacery, wycieczki.

A od jutra, P. bierze dwa dni wolnego w pracy. Żeby przede wszystkim odpocząć, i dla mnie. Żebyśmy więcej czasu mogli spędzić SAM NA SAM, na realizowaniu naszych wszelakich fantazji seksualnych. 
Myślę że dobrze nam to zrobi. 
Chodzę spięta. Sobą, jego pracą. Chyba bardziej ją przeżywam niż on sam. 

Byle wstać jutro bez groźnego PMSa.
Bo dzisiaj był nieprzyjemny od samego podniesienia powiek rano. 

skomentuj (0)
2012-02-16 23:53:42
xray
Jak wstaję rano, i patrzę za okno, dostrzegam naprawdę mocne strony mojego statusu osoby bezrobotnej.

Najlepszy sposób na to żeby nie objeść się jak świnia w Tłusty Czwartek? - cały dzień spędzić w kuchni przy smażeniu oponek i faworków. Naprawdę skutecznie odechciewa się nawet próbowania, mając na sobie zapach paru litrów oleju. 

Dostałam piękny bukiet róż. Czerwonych. Walentynkowych. Poryczałam się jak bóbr, pierwszy raz w życiu doświadczając takiej sytuacji. 

Udało mi się na kwiecień zarejestrwać na rezonans magnetyczny. Trzeba będzie wszyetkie kolczyki z siebie ściągnąć. Nie lubimy się z nimi rozstawać. Bardzo. Btw... już chciałabym następnego. Znowu. 

No i powtórne badanie moczu. Który defacto wcześniej nie został wyleczony. Więc ciekawe jak sytuacja się ma po tych paru misiącach. Albo przeszło samo, albo cholera wie jak jest gorzej, mimo żadnych odczuwalnych dolegliwości w dlaszym ciągu. 

Amen. 

skomentuj (0)
2012-02-12 00:20:08
krystalicznie brudno
Smak piwa, przywołuje stare czasy, mimo że tak bardzo nie odległe.
Nie pamiętam kiedy piłam ostatnio piwo. Aż dziwne, jeżeli chodzi o moją osobę.
Ale dzisiaj jakoś wyjątkowo mnie wziął smak.
Biorę łyka i przed oczami błyskają mi obrazy z przed roku, dwóch lat, trzech lat...
Wszystko to w jakiś sposób zostało odcięte.
Czy żałuję? Nie, nie żałuję.
Na pewno nie żałuję że zamieniłam swoje "piwne" rozwiązywanie problemów na trzeźwe spostrzeganie pewnych trudności i stawianie im czoła twarzą w twarz, a nie za zasłoną tych paru procentów.

Ale dzisiaj jest mi smutno. Potrzebuję się zrelaksować.
P. jest tak przemęczony że nawet spanie do 14 nie postawiło go na nogi po całym tygodniu. Nie ma na nic ochoty, nic mu się nie chce, jedyne o czym marzy to leżeć....
Zjednej strony trochę mnie to irytuje, bo ja wstaję pełna sił, wigoru, planów, fantazji, a jak usłyszę jego zmięty głos w telefonie to generalnie ręce mi opdają. Ale z drugiej strony.... rozumiem, staram się zrozumieć. Przecież to nie jest jego wina. Nie jest jego winą że pracuje na umowę o zlecenie i musi zapierdalać jak bura suka żeby dostać 1200 na wypłatę, szczególnie teraz, jak wszystkie auta wysiadają przy takim mrozie i nieraz musi siedzieć do 17 w pracy, marznąć przy tym i dając z siebie wszystko.
Więc nie mam prawa chyba wymagać żeby tryskał entuzjazmem?
Nie powinnam się złościć i naburmuszać o byle gówno?
Tym bardziej że kiedy tak jest, kiedy jestem wściekła, to on robi wszystko by poprawić mi humor. Tak... w czwartek miałam wręcz bezczelny humor. Tak o. Bo przecież dlaczego nie? Mogę sobie pomilczeć, postroić miny, udawać że nie mam ochoty się przytulić. A on... hyh... wstał, wyciągnął czarną malutką torebęczkę i powiedział: "Miało być na Walentynki, ale chciałbym żeby Ci się poprawił humor już teraz" Wyjmuję, patrzę, i jestem w szoku.... piękny srebrny naszyjnik... wzruszyłam się jak głupia, zresztą on też.
Chciałabym coś zrobić, potrafić coś zrobić, żeby go odciążyć.
Jedyne co nam jest do szczęścia potrzebne teraz, to odpoczynek. Wypoczynek. Siła. Spokój.
Kocham tak strasznie tego człowieka, mimo iż nigdy mu tego nie powiedziałam. Boję się że jak to powiem na głos, wszystko runie, tak jak bywało w poprzednich związakch. Ale kocham go jak nikogo wcześniej. Prawdziwie. Szczerze, TRZEŹWO. Chcę żeby był ze mną już zawsze. Chcę żeby pomagał mi wstać z fotela i trzymał za rękę jak będę miała 80 lat.   
skomentuj (0)
2012-02-08 23:52:11
fufufuf
Leżymy sobie, ja na boku, on też, twarzą zwrócony do mnie.
Ręką gładzi mnie po biodrze, brzuchu, żebrach, ręce i mówi szeptem w końcu:
- Jakbym był rzeźbiarzem- wyrzeźbił bym Cię. Jakbym był malarzem- namalowałbym Cię. Jakbym był śpiewakiem- zaśpiewał bym Cię. 

To chyba była najbardziej romantyczna rzecz jaką usłyszałam w swoim życiu. 
Nie spodziewałabym się po nim takiej romatyczności.
Ok, były świece, było czerwone wino, była muzyka relaksacyjna, ale w słowach raczej trudno było o takie romantyczności. 

Fajnie, kiedy mimo tego że już prawie rok jesteśmy razem, nadal hmmm adorujemy siebie tak samo jak w pierwszym miesiącu. Wiadomo, nie jest to ten wulkan emocji, namiętności, porządania w każdej sekundzie naszego spotkania, jak było na początku, ale teraz jest to chyba ważniejsze, ważniejsze że mimo tej naszej "stabilności', uspokojenia, nadal nie oszczędzamy sobie komplementów,  "podrywania się", dotykania się, podziwiania się i mówienia do siebie z taką samą pasją jak na początku. Tyle że z taką większą dojrzałością uczuciową chyba. 



Ps. Idę jutro do fryzjera, niech się dzieje co chce. Muszę coś zrobić z tymi kudłami bo wyglądam jak stara miotła. Dziesięc centymetrów na pewno pójdzie w kosz. 

skomentuj (0)